Po ostatnim odebraniu córki ode mnie przez jej mamę usłyszałem, że z mojego powodu a raczej z powodu moich zaniedbań Klaudia trafiła do szpitala. Granie na emocjach, dramaturgia, wpędzanie w poczucie winy, robienie ze mnie wariata, wykorzystywanie dziecka do uderzenia we mnie, kolejny raz okazały się być teatrem– żeby nie powiedzieć farsą. Zazwyczaj takie sytuacje okazują się być forsą, gdy nagle pojawia się jakiś trudny do zrozumienia dla normalnie myślących rodziców, problem z przekazaniem wiarygodnych informacji o stanie zdrowia dziecka. Chodzi tu o jakąś dokumentację medyczną, która by wskazywała na problemy ze zdrowiem o jakich mowa. Tak jak zawsze poprosiłem o takie informacje i jednocześnie tak jak zawsze odmówiono mi ich, co zawsze jest potwierdzeniem moich przypuszczeń co do tego, iż rozmawiamy tu o sytuacjach wyimaginowanych, bądź zasadniczo mniej poważnych niż mi są przedstawiane.
Tak jak pokazałem za sprawą screenów z rozmowy w poprzednim wpisie powiedziano mi, że tabletka na gardło mogę dać psu, a nie naszej córce. Co się natomiast okazało? Mianowicie okazało się to, że nie tabletka na gardło pomogła na ból gardła Klaudii, uwaga: płyn do płukania ust. Pisze o tym w sposób prześmiewczy ponieważ zarzucono mi zaniedbanie własnego dziecka w obliczu jakiegoś poważnego schorzenia, bliżej nie przedstawionej mi infekcji która rzekomo wymagała aż hospitalizacji, na którą jednocześnie pomogło... Zwiększenie higieny jamy ustnej. Dopiero w ten Weekend, gdy córka była u nas miałem możliwość względnego ustalenia co się wydarzyło i co jej dolegało. Dowiedziałem się, że chodziło o kamienie powstające na migdałach i taką też informację wystarczyło, aby przekazała mi była żona po tym jak poprosiłem ją o informacje dotyczące stanu zdrowia naszej córki. Biorąc pod uwagę jej ataki na mnie i wyzwiska, a także zarzuty dotyczące zaniedbania z oczywistych przyczyn tych informacji przekazać mi nie mogła. W takiej bowiem diagnozie nie było tak oczekiwanej i pożądanej przez nią dramaturgii i możliwości czynienia mi zarzutów. Dodam tylko, że córka nosi aparat na zęby i który w ostatnim czasie zalecono jej nosić jeszcze częściej– w tym właśnie upatruje problem z migdałami.
Rzeczą oczywistą jest, że nie ma co liczyć ze strony byłej żony na jakiekolwiek słowa przeprosin, czy też na gesty które mogłyby stanowić przeprosiny w obliczu tak brutalnie i daleko, a przede wszystkim niefortunnie wyciągniętych wniosków. Wiem, że ludzie są skrajnie różni, ale ja osobiście z powodu takiej kompromitacji, która w dodatku została utrwalona niejako na piśmie poprzez rozmowy za sprawą wiadomości tekstowych, czułbym po prostu wstyd. Byłoby mi zwyczajnie głupio, że bezpodstawnie kogoś zaatakowałem, obwiniłem za coś na co ten ktoś nie miał wpływu. Wstyd ten byłby tym większy, że czułbym go przed swoim byłym partnerem i dotyczyłby kwestii związanych z naszym wspólnym dzieckiem... tak jednak jak napisałem: ludzie są różni. Powiedzieć w tej sytuacji, że znów z dużej chmury mały deszcz, to tyle co nie powiedzieć nic, ponieważ stres i nerwy nie mają swojej ceny – zwłaszcza w moim przypadku.
Standardowo Klaudia spędziła u nas Weekend– odebraliśmy ją w piątek ze szkoły , a w niedzielę czyli dzisiaj, standardowo odebrała ją od nas jej mama. Miała być ładna pogoda, miały być rolki, ale ostatecznie było kino i maincraft– z prezentowałem go córce w sposób który nie tylko ją zaskoczył, lecz przede wszystkim wzruszył i taka właśnie reakcja jest dla mnie zawsze najlepszą nagrodą. Nagrodą za wszystkie kłody rzucane pod nogi i czynione problemy od kilku lat. Wszystko to nikt nie w obliczu łez połączonych z uśmiechem. Wiosny nie da się już powstrzymać więc wszystko to co planowaliśmy na ten weekend, zrealizujemy w następny bądź w jeszcze kolejny. Nie udało się również pójść do kościoła, ale ten dodatkowy czas w niedzielę wykorzystaliśmy na odrobienie lekcji z matematyki, a w sobotę na powtórkę z przyrody. Gdy podpytuję Klaudię z informacji które powinna wiedzieć, czuje za każdym razem dumę z tego jaka jest mądra, jak szybko się uczy bo wiem, iż jest w stanie wiele osiągnąć.
Dzisiaj natomiast, bezpośrednio po oddaniu córki w ręce byłej żony, odbyłem z nią rozmowę w sprawie dokumentów tożsamości Klaudii których zabrakło w jej rzeczach osobistych– chodzi tutaj o legitymację szkolną, której używaliśmy przez Weekend i którą zapomnieliśmy jej spakować. Po wstępnym pytaniu o to gdzie jest owa legitymacja, standardowo dla tego typu sytuacji rozgorzała burza na temat tego, jaka tragedia się stała – czytaj moje zaniedbanie itd. Dokument ten został u nas przez pomyłkę i od razu po tej rozmowie, został odesłany do byłej żony na pobliski dla niej paczkomat. Podobne sytuacje zdarzały się w przeszłości już wielokrotnie tyle, że było odwrotnie: zazwyczaj to nam brakowało dokumentów córki gdy były nam potrzebne. Notoryczność takich braków sprawia, że trudno wierzyć iż były one przypadkami. W mojej ocenie były działaniami celowymi ze strony byłej żony i nakierowanymi na narażenie nas na koszty lub chociaż na stres, ponieważ dla ex jest to po prostu zabawne. W odpowiedzi na agresję słowną z jej strony przypomniałem jej o tego typu sytuacjach, lecz standardowo zarzuciła mi kłamstwa. Dobrze, że jest ten blog. Gdy upłynie tyle czasu, że ciężko będzie sobie przypomnieć pewne rzeczy, on będzie zawsze świadectwem wytrącającym broń z rąk byłej żony podczas z całą pewnością realnej w przyszłości walki w ramach słowa przeciwko słowu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz