Ludzie wokół nas cechują się różną urodą i bardzo często jest to tak naprawdę tylko i wyłącznie kwestią gustu. O pewnych osobach, zgodnie z obowiązującym kanonem i różnymi standardami mówi się, że są ładne bądź brzydkie, czasem piękne a czasem paskudne. Myślę, że podział ten nie tylko często bywa niesprawiedliwy, lecz również jego problemem jest to, iż jest zbyt uproszczony. Wiele osób swoje paskudztwo nosi głęboko w sobie schowane przed innymi ludźmi i całym światem. Czasem ta wewnętrzna brzydota kontrastuje z pięknem twarzy i figury, a w innych przypadkach uzupełnia wygląd zewnętrzny. Skomplikowana jest natura człowieka. Najbardziej brzydki jest chyba człowiek który jest paskudny w środku.
"Mądra Kobieta nigdy nie podważa tej siły, gdyż jest to moc, która chroni Kobietę i jej potomstwo przed zagrożeniami z zewnątrz... Mądra Kobieta wspiera tą siłę i dba o męskość swojego mężczyzny, Ojca jej dzieci, gdyż wie, że dzieci bez wzoru Ojca wyrosną na emocjonalne kaleki z problemami w życiu..." Jest to blog o małżeństwie i miłości i walce o córkę. Ważne jest aby czytać bloga we właściwej kolejności - zgodnie z kolejnością rubryki "Zapiski". Napisz do mnie: E-mail: asmodayx@o2.pl
środa, 25 lutego 2026
Ferie 2026 i ich chore zakończenie
Jesteśmy już po feriach zimowych z Klaudią. Upłynęły nam one na całkowitym wyciszeniu i celowo bez dodatkowych atrakcji, które choć również dostarczają fajnych emocji, to jednak oddalają przyjemne emocje wynikające ze zwykłej codzienności w komplecie. Odłożenie atrakcji na później było przemyślane, ale jednocześnie pogoda za oknem zasadniczo uniemożliwia szeroko rozumiane wyjścia. Niska temperatura, wilgoć i wiatr to w moim przypadku często przeszkoda nie do przeskoczenia z przyczyn zdrowotnych. Wszelkie przeziębienia i infekcje, są dla mnie zdecydowanie groźniejsze niż w przypadku ludzi zdrowych. W ostatnim czasie miewam również większy problem z rozgrzaniem po wychłodzeniu się na dworze. Dlatego też unikam wychodzenia w taką pogodę, a jeśli już jest to konieczne, to po powrocie w ruch idzie suszarka, koc elektryczny bądź termofor. W zimę pozostaje mi jedynie nie zwariować od siedzenia w domu. Tak już jest i nie przeskoczę tego choćbym bardzo chciał, ale nie musi się to odbywać z jakąkolwiek stratą dla moich bliskich. Wszystko jest kwestią podejścia i organizacji codzienności. Dni takie jak te, są dowodem że się to udaje.
Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Pozostanie w domu w ten nie przyjazny pogodowo okres sprawiło jednak, że czas nieco zwolnił, a jest to od dawna moja bolączka w obliczu możliwości spędzania czasu z córką, tylko przez Weekend co drugi tydzień. Zawsze ten czas z nią gdzieś nieubłagalnie pędzi, dlatego tym razem mogliśmy po prostu posiedzieć ze sobą w domowym zaciszu– objąć się, rozmawiać bądź nic nie robić, albo też robić coś osobno, ale koło siebie. Każdego dnia trochę uczyliśmy się, graliśmy na komputerze, dokuczaliśmy pieskom, a wieczorami do późna oglądaliśmy film w łóżku. Nie gonił nas czas, spaliśmy do której chcieliśmy. Nie goniły nas plany, robiliśmy to co chcieliśmy i myślę, że dokładnie takie same odczucia i odbiór tych wspólnie spędzonych ferii, ma również moja córka. W ostatnim ich etapie poszliśmy do kina i wybraliśmy się na łyżwy. To był fajny, spokojny czas mimo chłodu za oknem, nam było bardzo ciepło. Córka odjechała zabrana przez swoją mamę o wskazanej w postanowieniu sądu godzinie– początkowo więc bez większych problemów.
To właśnie odbiór Klaudii od nas, stał się początkiem możliwości stwierdzenia, że zakończenie ferii miał charakter chorobowy. Można byłoby przypuszczać, że chodzi tu o jakiś problem ze stanem zdrowia, ale nie do końca, albo nie w głównej mierze. Może bardziej chodziło o stan umysłu. Klaudia pojechała od nas w sobotę i tego dnia nie zgłaszała mi żadnych problemów ze zdrowym. Dzień wcześniej wspomniała, że zaczęło boleć ją gardło. W odpowiedzi na to, dostała tabletkę do ssania, a także zwiększoną dawkę witamin i problem z gardłem i jego bólem zniknął– pytałem córkę jeszcze o to tuż przed wyjazdem. Wiedziałem od niej, że po odebraniu jej od nas przez jej mamę, nie będą wracać do domu, lecz zostaną do końca weekendu u rodziny mojej ex. Tak też zrobiły, a następnie minął sobotni wieczór, niedziela i połowa poniedziałku. Po upływie tego czasu, otrzymałem od swojej byłej żony wiadomość pełną wykrzykników i jadu. Komunikat pozbawiony jakichkolwiek pytań czy też prób ustalenia czegokolwiek. Obwiniono mnie o zaniedbanie i to, że przeze mnie Klaudia w poniedziałek właśnie znalazła się w szpitalu. Mimo takiego tonu wypowiedzi matki mojej córki, próbowałem ustalić co dokładnie się wydarzyło i jakie są tego skutki. Dopytywałem zarówno w poniedziałek, wtorek jak i dzisiaj czyli w środę. Do teraz nie otrzymałem jakiejkolwiek wyjaśnień, ani tym bardziej konkretnych informacji dotyczących stanu zdrowia Klaudii. Jedyne co dostałem, to zarzuty, że ubliżam, atakuje i podważam kompetencje. Jeszcze jakiś czas temu, zastanawiałbym się gdzie i jak to zrobiłem, szukałbym jakiegoś swojego błędu i winy, ale teraz nie tracę na to czasu i nerwów bo wiem, iż są to albo paranoje, albo frazesy pisane pod sąd.
Kontynuowany i powielany jest więc schemat utrudnień, które wykraczają w mojej ocenie, poza znane od samego początku i realizowane złośliwości wyrastające z poczucia bycia lepszym rodzicem przez moją byłą żonę. Ja przecież jestem tym rodzicem drugiej kategorii, rodzicem który zaniedbuje i nic nie może, rodzicem który powinien tylko płacić i zejść na drugi a najlepiej na trzeci plan, w nic się nie mieszać i pozwolić aby jego dziecko było wychowywane przez nowego partnera matki. Coraz bardziej wygląda to na działanie bardziej złożone i bardziej podstępne, ponieważ skoncentrowane na długofalowym oddziaływaniu na mnie poprzez stres. Ten niewątpliwie towarzyszy mi w tego typu sytuacjach, ponieważ cenie zdrowie bardziej niż większość ludzi, a gdy problemy w tej płaszczyźnie dotykają mojego dziecka, to jest to dla mnie tym bardziej dotkliwe i z całą pewnością zdaję sobie z tego sprawę moja była małżonka. Uspokoiłem się dopiero po dzisiejszej rozmowie z Klaudią, z której jasno wynika, iż czuje się ona dobrze, a cała sytuacja najwyraźniej była kolejny raz celowo nadmuchana, wyolbrzymiona, żeby nie powiedzieć wyimaginowana. Szpital? Panika? Dramaturgia? Po co to wszystko? Usłyszałem przy tym to, że mając pełnię praw rodzicielskich mogę sam ustalić jaka pomoc medyczna została udzielona mojej córce. Próba realizacji tego oznaczałaby dzwonienie bądź objechanie wszystkich placówek medycznych w okolicy zamieszkania Klaudii, a więc jest to oderwana od rzeczywistości hipokryzja. Z drugiej jednak strony z całą pewnością moja była żona właśnie tego by chciała abym jak dawniej, gdy szukając ukrywanej przede mną córki objechał osobiście wszystkie przedszkola w okolicy. Jak się okazuje, stan zdrowia Klaudii jest i był na tyle dobry, że była ona na półkoloniach. W tym wszystkim najbardziej przeraża mnie to, co z całą pewnością w takich chwilach dzieje się w głowie mojej córki, która pozostaje rozdarta pomiędzy prawdą, a fikcją kreowaną z jakichś niezrozumiałych dla niej powodów.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Ferie 2026 i ich chore zakończenie
Jesteśmy już po feriach zimowych z Klaudią. Upłynęły nam one na całkowitym wyciszeniu i celowo bez dodatkowych atrakcji, które choć równie...
-
Zima za oknem nie odpuszcza– wszystko skute lodem, od roślinności po torowiska i chodniki. Ludzie wokół jakby pogrążeni również w lodzie. W...
-
Jesteśmy już po feriach zimowych z Klaudią. Upłynęły nam one na całkowitym wyciszeniu i celowo bez dodatkowych atrakcji, które choć równie...
-
Niniejszy wpis miał pojawić się jakieś 3 tygodnie temu, ale nie miałem możliwości dodania go. Stało się bowiem to, czego od jakiegoś czasu ...



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz