środa, 25 lutego 2026

Ferie 2026 i ich chore zakończenie


  Jesteśmy już po feriach zimowych z Klaudią. Upłynęły nam one na całkowitym wyciszeniu i celowo bez dodatkowych atrakcji, które choć również dostarczają fajnych emocji, to jednak oddalają przyjemne emocje wynikające ze zwykłej codzienności w komplecie. Odłożenie atrakcji na później było przemyślane, ale jednocześnie pogoda za oknem zasadniczo uniemożliwia szeroko rozumiane wyjścia. Niska temperatura, wilgoć i wiatr to w moim przypadku często przeszkoda nie do przeskoczenia z przyczyn zdrowotnych. Wszelkie przeziębienia i infekcje, są dla mnie zdecydowanie groźniejsze niż w przypadku ludzi zdrowych. W ostatnim czasie miewam również większy problem z rozgrzaniem po wychłodzeniu się na dworze. Dlatego też unikam wychodzenia w taką pogodę, a jeśli już jest to konieczne, to po powrocie w ruch idzie suszarka, koc elektryczny bądź termofor. W zimę pozostaje mi jedynie nie zwariować od siedzenia w domu. Tak już jest i nie przeskoczę tego choćbym bardzo chciał, ale nie musi się to odbywać z jakąkolwiek stratą dla moich bliskich. Wszystko jest kwestią podejścia i organizacji codzienności. Dni takie jak te, są dowodem że się to udaje.


  Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Pozostanie w domu w ten nie przyjazny pogodowo okres sprawiło jednak, że czas nieco zwolnił, a jest to od dawna moja bolączka w obliczu możliwości spędzania czasu z córką, tylko przez Weekend co drugi tydzień. Zawsze ten czas z nią gdzieś nieubłagalnie pędzi, dlatego tym razem mogliśmy po prostu posiedzieć ze sobą w domowym zaciszu– objąć się, rozmawiać bądź nic nie robić, albo też robić coś osobno, ale koło siebie. Każdego dnia trochę uczyliśmy się, graliśmy na komputerze, dokuczaliśmy pieskom, a wieczorami do późna oglądaliśmy  film w łóżku. Nie gonił nas czas, spaliśmy do której chcieliśmy. Nie goniły nas plany, robiliśmy to co chcieliśmy i myślę, że dokładnie takie same odczucia i odbiór tych wspólnie spędzonych ferii, ma również moja córka. W ostatnim ich etapie poszliśmy do kina i wybraliśmy się na łyżwy. To był fajny,  spokojny czas mimo chłodu za oknem, nam było bardzo ciepło. Córka odjechała zabrana przez swoją mamę o wskazanej w postanowieniu sądu godzinie– początkowo więc bez większych problemów.


  To właśnie odbiór Klaudii od nas, stał się początkiem możliwości stwierdzenia, że zakończenie ferii miał charakter chorobowy. Można byłoby przypuszczać, że chodzi tu o jakiś problem ze stanem zdrowia, ale nie do końca, albo nie w głównej mierze. Może bardziej chodziło o stan umysłu. Klaudia pojechała od nas w sobotę i tego dnia nie zgłaszała mi żadnych problemów ze zdrowym. Dzień wcześniej wspomniała, że zaczęło boleć ją gardło. W odpowiedzi na to, dostała tabletkę do ssania, a także zwiększoną dawkę witamin i problem z gardłem i jego bólem zniknął– pytałem córkę jeszcze o to tuż przed wyjazdem. Wiedziałem od niej, że po odebraniu jej od nas przez jej mamę, nie będą wracać do domu, lecz zostaną do końca weekendu u rodziny mojej ex. Tak też zrobiły, a następnie minął sobotni wieczór, niedziela i połowa poniedziałku. Po upływie tego czasu, otrzymałem od swojej byłej żony wiadomość pełną wykrzykników i jadu. Komunikat pozbawiony jakichkolwiek pytań czy też prób ustalenia czegokolwiek. Obwiniono mnie o zaniedbanie i to, że przeze mnie Klaudia w poniedziałek właśnie znalazła się w szpitalu. Mimo takiego tonu wypowiedzi matki mojej córki, próbowałem ustalić co dokładnie się wydarzyło i jakie są tego skutki. Dopytywałem zarówno w poniedziałek, wtorek jak i dzisiaj czyli w środę. Do teraz nie otrzymałem jakiejkolwiek wyjaśnień, ani tym bardziej konkretnych informacji dotyczących stanu zdrowia Klaudii. Jedyne co dostałem, to zarzuty, że ubliżam, atakuje i podważam kompetencje. Jeszcze jakiś czas temu, zastanawiałbym się gdzie i jak to zrobiłem, szukałbym jakiegoś swojego błędu i winy, ale teraz nie tracę na to czasu i nerwów bo wiem, iż są to albo paranoje, albo frazesy pisane pod sąd.


  Kontynuowany i powielany jest więc schemat utrudnień, które wykraczają w mojej ocenie, poza znane od samego początku i realizowane złośliwości wyrastające z poczucia bycia lepszym rodzicem przez moją byłą żonę. Ja przecież jestem tym rodzicem drugiej kategorii, rodzicem który zaniedbuje i nic nie może, rodzicem który powinien tylko płacić i zejść na drugi a najlepiej na trzeci plan, w nic się nie mieszać i pozwolić aby jego dziecko było wychowywane przez nowego partnera matki. Coraz bardziej wygląda to na działanie bardziej złożone i bardziej podstępne, ponieważ skoncentrowane na długofalowym oddziaływaniu na mnie poprzez stres. Ten niewątpliwie towarzyszy mi w tego typu sytuacjach, ponieważ cenie zdrowie bardziej niż większość ludzi, a gdy problemy w tej płaszczyźnie dotykają mojego dziecka, to jest to dla mnie tym bardziej dotkliwe i z całą pewnością zdaję sobie z tego sprawę moja była małżonka. Uspokoiłem się dopiero po dzisiejszej rozmowie z Klaudią, z której jasno wynika, iż czuje się ona dobrze, a cała sytuacja najwyraźniej była kolejny raz celowo nadmuchana, wyolbrzymiona, żeby nie powiedzieć wyimaginowana. Szpital? Panika? Dramaturgia? Po co to wszystko? Usłyszałem przy tym to, że mając pełnię praw rodzicielskich mogę sam ustalić jaka pomoc medyczna została udzielona mojej córce. Próba realizacji tego oznaczałaby dzwonienie bądź objechanie wszystkich placówek medycznych w okolicy zamieszkania Klaudii, a więc jest to oderwana od rzeczywistości hipokryzja. Z drugiej jednak strony z całą pewnością moja była żona właśnie tego by chciała abym jak dawniej, gdy szukając ukrywanej przede mną córki objechał osobiście wszystkie przedszkola w okolicy. Jak się okazuje, stan zdrowia Klaudii jest i był na tyle dobry, że była ona na półkoloniach. W tym wszystkim najbardziej przeraża mnie to, co z całą pewnością w takich chwilach dzieje się w głowie mojej córki, która pozostaje rozdarta pomiędzy prawdą, a fikcją kreowaną z jakichś niezrozumiałych dla niej powodów.

Ludzie wokół nas cechują się różną urodą i bardzo często jest to tak naprawdę tylko i wyłącznie kwestią gustu. O pewnych osobach, zgodnie z obowiązującym kanonem i różnymi standardami mówi się, że są ładne bądź brzydkie, czasem piękne a czasem paskudne. Myślę, że podział ten nie tylko często bywa niesprawiedliwy, lecz również jego problemem jest to, iż jest zbyt uproszczony. Wiele osób swoje paskudztwo nosi głęboko w sobie schowane przed innymi ludźmi i całym światem. Czasem ta wewnętrzna brzydota kontrastuje z pięknem twarzy i figury, a w innych przypadkach uzupełnia wygląd zewnętrzny. Skomplikowana jest natura człowieka. Najbardziej brzydki jest chyba człowiek który jest paskudny w środku.


wtorek, 10 lutego 2026

Zima, dojazdy i historia odtwarzacza cd


 Tydzień temu po raz pierwszy zaistniała faktyczna możliwość, że realizacja kontaktu czyli odbiór córki z szkoły i zabranie jej do naszego domu, okaże się niemożliwa. To co dzieje się na dworze, a co za tym idzie również na drogach to zima jakiej nie pamiętam od wielu lat, a mam ich przecież dość sporo. Nie chodzi tutaj o jej srogość, czy też o wzmożone opady śniegu, lecz o regularnie powtarzający się co kilka dni marznący deszcz – żadne opony zimowe nie są w stanie mu sprostać. Dzień wcześniej, widząc co dzieje się na zewnątrz, uprzedziłem córkę, iż może stać się tak, że tym razem po nią nie przyjadę. Nie było to dla mnie łatwe. Czułem głównie bezradność. Odpisała krótko, prawdopodobnie pod kontrolą, abym dał znać czy będę. Znam Ją doskonale i  wiedziałem, że nie jest to dla niej wiadomość dobra. 


 Rano jeszcze dopytała czy coś się zmieniło w kwestii mojego przyjazdu. Mogłem wówczas już potwierdzić Jej, że pogoda trochę odpuściła i wszystko wskazuje na to, że będziemy w stanie przyjechać. Taka sytuacja nie zdarzyła się ani razu odkąd mam, wyrwaną z gardła w sądzie możliwość realizować kontakty, ponieważ dotychczas zimy względnie nas oszczędzały. Zdarzały się opady śniegu, ale nigdy nie na tyle obfite i długo utrzymujące się, aby uniemożliwiły nam dojechanie po nią. Obserwując zmarzlinę za oknem, a następnie pisząc do córki tę pełną obaw wiadomość, szybko sobie przypomniałem, że tak właśnie miało być. Tak pewne osoby zamierzały, taki był plan. Nie mam co do tego wątpliwości, że pokonywanie po córkę tak dużej odległości, zgodnie z tym właśnie planem, tych właśnie osób, miało być dodatkowo utrudnione przez zimowe warunki na drogach. Nie mam wpływu na to jak będzie wyglądała dalsza część zimy, ani też nie wpłynę na to jak będą wyglądały kolejne, ale robiliśmy,  robimy i będziemy robić wszystko, żeby te trudności jakoś niwelować.


 W takie dni i w związku z takimi właśnie okolicznościami, trudno nie mieć łez w oczach gdy odbieram ją z szkoły, gdy widzę jak biegnie do mnie do samochodu z ogromnym uśmiechem na twarzy. Jednocześnie wiem, że nie jest to łatwe również dla niej– jak tylko wsiadła do naszego samochodu powiedziała, iż do końca martwiła się czy bezpiecznie dojedziemy. Płynie w niej moja krew więc wiem, że z jednej strony mimo wszystko chciała jechać, a z drugiej jest na tyle już duża, iż rozumie tego typu sytuację– niezależne od kogokolwiek. Wiem ponieważ mam dokładnie tak samo – z jednej strony człowiek chce jechać i nie chcę stracić ani jednego dnia, a z drugiej rozsądek podpowiada, że bezpieczeństwo jest najważniejsze. To takie sytuacje gdy serce kłóci się z rozumem, ale mimo wszystko zdając sobie sprawę z realnego ryzyka, nigdy nie naraziłbym córki ani żony na nieodpowiedni wynik tej kłótni. Mimo różnych myśli krążących po głowie wiem, że nawet gdyby nie udało się dojechać to Klaudia wiedziałaby, że Jestem z tych którzy nie robię wymówek i pogoda taką wymówką też by nie była.


 Podczas weekendu i w nawiązaniu do tego wszystkiego, o czym rozmawiałem telefonicznie wcześniej z Klaudią uzgodniłem, że kupię Jej upragniony odtwarzacz płyt cd. U swojej mamy w domu, ma ona bowiem muzykę na takich właśnie płytach, a nie ma urządzenia na którym mogłaby je odtwarzać. Nie jest to duży wydatek, a mógłby sprawić dużo przyjemności i zapewnić wiele dobrych wrażeń, jednak w praktyce nie jest to takie proste i dobre chęci często nie wystarczają. Wiedziałem, że pomysł takiego zakupu może spotkać się ze sprzeciwem ze strony byłej żony. Spodziewałem się wręcz takiego sprzeciwu i niestety po raz kolejny nie pomyliłem się. Z jednej strony doskonale znam swoją byłą żonę, a z drugiej trudno zgadnąć kiedy i w jakiej sprawie pojawi się sprzeciw gdy jest on dla zasady– z żadnego innego realnego powodu. W tym momencie więc realizacja planu zakupu odtwarzacza została wstrzymana. Wyjaśnienia problemu z niczego są jeszcze bardziej absurdalne, od samego sprzeciwu sprawie w której nie powinno być w ogóle jakiejkolwiek rozmowy. 
Rozmowy o niczym i tłumaczenie rzeczy oczywistych sprawiają, że człowiek zniechęca się do jakiejkolwiek inicjatywy, ale na szczęście ja wciąż mam motywację. Z rozmowy odbytej na temat odtwarzacza wyciągnąłem natomiast inny wniosek. Analogicznie do poprzedniego roku, gdy każda rozmowa, bez względu na jej przedmiot i cel, kończyła się pisaniem o moim rzekomym nękaniu, tak w tym roku tematem przewodnim będą finanse i kreowanie fikcyjnej rzeczywistości za sprawą monologów ex – wszystko zależy od przedmiotu aktualnie toczących się spraw w sądzie. 

środa, 28 stycznia 2026

Bez porównania i... kartki z przeszłości



 Zima za oknem nie odpuszcza– wszystko skute lodem, od roślinności po torowiska i chodniki. Ludzie wokół jakby pogrążeni również w lodzie. Wystarczyła jedynie namiastka dawnej zimy, a całe miasto zostało sparaliżowane i taka sytuacja utrzymuje się aż do teraz. Nie jest to nigdy dobry czas dla osób poruszających się na wózku, więc pozostaje mi siedzieć w domu. Trochę daje to po głowie ale jak to mówią– byle do wiosny. Nie można jednak zapominać o pięknych widokach takiej zimy. Przez ogromne okna i drzwi balkonowe w moim salonie, każdego dnia mogę leżeć pod ciepłym kocem i patrzyć na piękną biel drzew przed osiedlem. Dzisiejszy wpis zatytułowałem: bez porównania. Nawiązuje on do pewnej sytuacji podczas której moja córka usłyszała, aby nie porównywała... Niby nic, ale słowa te mają zdecydowanie szersze i większe znaczenie. To powiem dziś również o pewnych cytatach i kartce noszonej przez kogoś od lat w swoim portfelu.

Podczas jednej z rozmów telefonicznych z córką, weszliśmy na temat jedzenia, a właściwie sposobu jedzenia i w tej płaszczyźnie zaczęliśmy mówić kto co i jak je. Rozmowa przebiegała wesoło, córka była otwarta i w dobrym humorze, aż w pewnym momencie zawołała do kręcącej się gdzieś z boku mamy mówiąc, że tata je podobnie do niej– rzuciła wtedy przykład o którym rozmawialiśmy i sam go dokładnie nie pamiętam. Nie to jest jednak ważne. W odpowiedzi na to, jej mama odburknęła: nie porównuj! Gdy usłyszałem taką jej odpowiedź, jedyne co przyszło mi do głowy to odpowiedzenie, że: dokładnie, nie ma co porównywać. Nie zrobiłem tego jednak, ponieważ nie wdaje się w takie dyskusje tym bardziej, że ukrywającego się poza zasięgiem obiektywu telefonu rozmówcy nawet nie widać. Zresztą do czego dobrego mogłyby doprowadzić tego typu utarczki słowne i toczone dodatkowo przy naszej córce. Myślę, że na taką odpowiedź byłej żony na gruncie emocji zareagowałem dokładnie tak samo jak moja córka. Na jej twarzy pojawiło się zdziwienie połączone z zażenowaniem i dysonans wskazujący na to, że reakcja jej mamy wyrażona słowami, zupełnie nie pasowała do zaistniałej sytuacji i było to tak daleko idące, że w wyniku tego jedyne co pozostało to niesmak z zachowania osoby przecież dorosłej– zdawało sobie z tego sprawę nawet dziecko. Nie miało ono bowiem przecież nic złego na myśli, ani też ja nie miałem niczego złego na myśli, a tym bardziej nie chciałem prowokować jakiekolwiek negatywnych zachowań ze strony byłej żony. Jak widać nie chodzi tu zupełnie  o danie komukolwiek powodów do czegokolwiek. Jeśli ktoś, bez jakiejkolwiek prowokacji, bez jakichkolwiek sugestii jest w stanie zareagować w taki sposób i takimi słowami przy dziecku, to faktycznie nie ma co porównywać...


 Kilka tygodni temu, zapytałem swojego byłego szwagra o to, czy pamięta cytaty które kiedyś mu wydrukowałem i dałem. Nie odpowiedział mi od razu. Minęło trochę dni i przysłał zdjęcie na którym widać jego dłonie i trzymane w nich, zalaminowane kartki z jakimiś zdaniami– gdy powiększyłem zdjęcie zrozumiałem, że są to dokładnie te same kartki i te same cytaty, które otrzymał ode mnie 20 lat temu. w tamtej chwili zrobiło mi się bardzo przyjemnie, ponieważ obok cytatów zaczerpniętych z różnych książek i podpisanych imionami i nazwiskami tych autorów, były również cytaty należące do mnie. Były to moje słowa podpisane pierwszą literą mojego imienia. Naszło mnie wtedy na wspomnienia i były to przyjemne powroty do przeszłości, w której doskonale pamiętam, że ówczesny wtedy mój jeszcze nieplanowany szwagier widział we mnie swego rodzaju autorytet. Znał mnie i wiedział, że najlepsze co mam to głowa i, że w tej głowie mam coś z czego warto korzystać... Z czego on chciał korzystać wtedy, ale myślę, że również w późniejszych latach. Fajnie być kimś takim dla kogoś, a jeszcze lepsze uczucia jest na myśl o tym, że ktoś taki ktoś taki chce nas odbierać w ten sposób. 

poniedziałek, 12 stycznia 2026

Nowy blog i kilka informacji o tym co się działo


 Niniejszy wpis miał pojawić się jakieś 3 tygodnie temu, ale nie miałem możliwości dodania go. Stało się bowiem to, czego od jakiegoś czasu się obawiałem. Zbyt długo nie logowałem się do bloga i wylogowało mnie z niego. Niestety nie pamiętam ani loginu ani hasła, ponieważ zaczynając go pisać i chcąc ukryć go przed ówczesną żoną, wymyśliłem zupełnie nowy adres e mail i całkiem nowe, nie używane dotąd hasło. W tej całej konspiracji zrobiłem jeszcze coś gorszego: nigdzie tego nie zapisałem. Wiedząc jednak że tak może się zdarzyć już jakiś czas temu założyłem bliźniaczego bloga i podłączyłem pod starego, przez co jeśli ktoś był czytelnikiem poprzedniego, to z łatwością odnajdzie nowego. Coś się więc skończyło... Ale jednocześnie zaczyna się coś nowego. Nadrabiając zaległości– przejdę jednak do dzieła i napisze o tym, o czym chciałem napisać wcześniej.

Niebawem święta i... Na tle tego wszystkiego co się działo i co do mnie dociera, widzę jak wiele udało mi się osiągnąć tym, że mam kontakt z córką– w najbliższy czas choinki i Bożego Narodzenia również będę z nią. Na różnych portalach społecznościowych czytam, jak wielu ojców może tylko o tym pomarzyć. Zdarza mi się czytać wpisy ojców którzy od kilku lat nie widzieli własnych dzieci. Nie widzieli mimo, że teoretycznie są na prawie– mają postanowienia i różnego typu wyroki. Okazuje się jednak, że w praktyce niekiedy to nic nie znaczy. Przez dłuższy okres nie są więc w stanie zrobić nic, a potem z umysłu dziecka wymazany zostaje obraz prawdziwego ojca i zastąpiony na przykład obrazem nowego partnera matki w roli ojca. Wówczas już niewiele można zrobić jak tylko czekać... Pozostanie czekać aż syn czy też córka uzyskają taki wiek, że z jakichś powodów zaczną szukać prawdy i wówczas los może się odmienić, ale zmarnowanego czasu nie da się już odzyskać. Dziękuję bogu, ludziom którzy mi pomogli, twardości mojego dziecka, a także swojej niezłomności, że ja nie musiałem czekać...że miałem te szczęście, iż swojej córki i relacji z nią nie musiałem oddać w ręce losu.

Mimo różnego typu problemów, bo przecież niektórzy ludzie bez problemów żyć nie potrafią, widuje się ze swoją córką i zabieram ją do siebie – każda jednak kolejna podróż, jest dla mnie coraz trudniejsza... Coraz trudniej mi wytrzymać w bezruchu w samochodzie i w bólu, który z tego wynika. Przy dużym zmęczeniu trudniej mi się oddycha, a wielogodzinny ból wywołuje ogólne rozdrażnienie. Staram się jednak o tym nie myśleć i nie okazywać tego. Ukrywam to. Myślę jedynie o tym, że za jakiś czas dojadę już do domu i będę miał możliwość usiąść na wózku, bądź położyć się, a wieczorem w łóżku przytulić się do córki. Nie mam  wątpliwości, że taki był właśnie cel wywiezienia mojej córki tak daleko. Myślano jednak chyba, że z moim organizmem pójdzie trochę szybciej...że szybciej pęknie to, co jest w tym momencie już mocno naruszone. Kto mi pomoże gdy ostatecznie nie będę w stanie pojechać po córkę? W obliczu tego co się działo i dzieje trudno mieć nadzieję, że pomoże sąd...

Nie tracę jednak wiary w wydłużany na różne sposoby czas. Wydłużam go sobie każdego dnia. W tym momencie koncentruję się głównie na świętach i sylwestrze i na tym, że córka będzie z nami. Zima jest dla mnie najgorszym czasem, ale daje pewne możliwości, a właściwie to atrakcje– dla Niej. Będę miał córkę u siebie od wigilii do sylwestra, a więc dłużej niż zwykle, choć nie można mówić o sprawiedliwości podziału tego czasu w zaistniałej sytuacji. Z całą pewnością wykorzystamy go na lodowisko, kino, pizzerię, może kręgielnie... Zobaczymy.

Zakładam, że moje wpisy mogą czytać ojcowie w podobnej do mnie sytuacji, bądź gorszej dlatego chciałbym wam powiedzieć, abyście nie odpuszczali. Dobro wraca, nie poddawajcie się. Nie pozwólcie, aby ktoś wybrał za wasze dzieci. Cokolwiek one deklarują po zerwaniu więzi z wami, to wewnątrz serca was potrzebują. Od dłuższego czasu nie dodawałem żadnych wpisów. Dlatego postanowiłem się odezwać. Wiem, że wśród moich czytelników są osoby które mogły się tym martwić– uspokajam ich więc. Nic złego się nie dzieje. Ta długa cisza była wynikiem jedynie skupienia się nad innymi rzeczami. Wierze, że dobrymi rzeczami. 

Dziś gdy byłem sam w domu do drzwi dzwonił listonosz. Nie byłem w stanie mu otworzyć, ale zakładam w jakiej sprawie przybył. W systemie widzę bowiem już złożony pozew o podwyższenie alimentów– wiem, że był on szykowany już od dłuższego czasu... Mimo deklaracji byłej żony, że jeśli zgodzę się na realizowanie kontaktów samemu, to ona nie wniesie o podwyższenie alimentów. Kłamstwo. Zanim zakończyła się sprawa o zmiany sposobu realizacji kontaktów, wpłynął już pozew dotyczący alimentów. Kłamstwo i bezczelność ubrana w piękne słowa i rzewne historyjki dotyczące trudu wychowania naszej córki. Nawet gdybym chciał, to nie byłem w stanie zgodzić się na to, aby realizować samemu kontakty, czyli zarówno jeździł po córkę jak i ją odwoził. Zwyczajnie jest to dla mnie nieosiągalne z powodu niepełnosprawności. Z całą pewnością, gdy otworzę pozew dotyczący alimentów przeczytam o tym jakim Jestem fatalnym ojcem i jak na wszystko dziecku żałuję. Z całą pewnością przeczytam również o tym, jak ogromne koszty ponosi moja była żona z tytułu utrzymania naszej córki. W jednym i drugim przypadku są to kłamstwa. Papier jednak przyjmie wszystko – już wielokrotnie się o tym przekonałem.

Ferie 2026 i ich chore zakończenie

  Jesteśmy już po feriach zimowych z Klaudią. Upłynęły nam one na całkowitym wyciszeniu i celowo bez dodatkowych atrakcji, które choć równie...